Legenda o „płaczącej ścianie” w Kołbaczu
W samym sercu dawnego opactwa cystersów w Kołbaczu kryje się miejsce, które od wieków pobudza wyobraźnię mieszkańców i turystów. W Domu Konwersów, jednym z najlepiej zachowanych budynków średniowiecznego kompleksu klasztornego, znajduje się fragment muru, o którym krąży niezwykła opowieść – legenda o „płaczącej ścianie”.
Dom Konwersów – świadek minionych wieków
Dom Konwersów powstał pod koniec XIII wieku i służył braciom zakonnym, którzy nie składali ślubów kapłańskich. To tutaj mieszkali zakonnicy odpowiedzialni za codzienną pracę fizyczną: uprawę pól, hodowlę zwierząt, opiekę nad warsztatami i gospodarstwem klasztornym. Dziś budynek jest jednym z nielicznych miejsc, które przetrwały burzliwe dzieje Kołbacza, w tym sekularyzację klasztoru w XVI wieku i liczne przebudowy.
Opowieść o nieszczęśliwej miłości
Dawno temu, w czasach księcia Barnima I Dobrego, w Dąbiu nad jeziorem mieszkał rybak Domasław. Był człowiekiem uczciwym i pracowitym, a jego największym skarbem była żona Jagna. Gdy po latach oczekiwania urodziła mu syna Jarowita, szczęście ojca trwało krótko – Jagna zmarła przy porodzie. Od tej chwili Domasław samotnie wychowywał chłopca, ucząc go rzemiosła, pracy i miłości do ludzi.
Los nie oszczędził jednak rybaka. Podczas pracy w młynie nad Płonią, Domasław wpadł w nurt wody i zginął. Osierocony Jarowit trafił pod opiekę młynarza Gerarda i jego żony. Zamiast opieki spotkały go tam ciężka praca i surowe kary. Jedynym promykiem była Marta – córka młynarza, która potajemnie przynosiła mu jedzenie i słuchała jego opowieści. Z czasem przyjaźń przerodziła się w uczucie.
Kiedy Jarowit dorósł i trafił do klasztoru cystersów w Kołbaczu, znów los zetknął go z Martą. Spotkali się nad rzeką i rozpoznali od razu – uczucie odżyło jeszcze silniej. Niestety, ojciec Marty nie chciał słyszeć o takim związku. Pobił chłopaka i zamknął córkę w piwnicy, by na zawsze odciąć ją od ukochanego.
Pobity i złamany Jarowit wrócił do klasztoru. W swojej celi długo płakał – wspominał matkę, ojca i Martę, której już nigdy miał nie zobaczyć. W rozpaczy wyszeptał: „Bodaj by mnie ta ściana pochłonęła…”.
I wtedy stało się coś niezwykłego. Kamienie klasztornej ściany zmiękły, a chłopak zniknął w ich wnętrzu. Rankiem bracia zakonni zastali pustą celę, a w miejscu, gdzie płakał Jarowit – wilgotną, mokrą od łez powierzchnię.
Od tamtej pory w kołbackim klasztorze istnieje Płacząca Ściana. Mówi się, że do dziś w letnie wieczory, gdy zaszumią wierzby nad Płonią, można usłyszeć cichy płacz Jarowita – chłopca z Dąbia, który na zawsze został w murach opactwa.
Fakty czy wierzenia?
Naukowcy nie potwierdzają nadprzyrodzonego charakteru „płaczącej ściany”, ale wilgoć w tym miejscu jest faktem – można ją zobaczyć gołym okiem. To połączenie historii, architektury i lokalnych opowieści sprawia, że legenda ożywa za każdym razem, gdy ktoś staje przed tym fragmentem muru.
Kołbacz – opactwo pełne tajemnic
Kołbacz to nie tylko historia cystersów i średniowiecznej architektury, ale także przestrzeń, w której fakty przeplatają się z legendami. „Płacząca Ściana” to jedna z najbardziej znanych opowieści związanych z klasztorem, jednak nie jedyna. W murach opactwa kryją się także inne historie – o dawnych mnichach, niezwykłych zdarzeniach i miejscach, które do dziś budzą wyobraźnię. W kolejnych artykułach będziemy odkrywać następne tajemnice Kołbacza, abyście mogli lepiej poznać jego duchowe dziedzictwo i legendy Pomorza Zachodniego.
👉 Oryginalną, pełną wersję legendy autorstwa Ryszarda Kotli (wyróżnioną w konkursie „Kuriera Szczecińskiego” w grudniu 1992 r.) znajdziesz tutaj: SzczecinPomorze.pl